Katecheza - Tajemnica Eucharystii wymaga ciszy…

 

Początkujący dziennikarz André Frossard jako dwudziestolatek pracował w Paryżu. Był ateistą, ale zaprzyjaźnił się z praktykującym katolikiem Andrzejem Villeminem, który bezskutecznie starał się doprowadzić go do wiary. 8 czerwca 1935 roku Villemin zaprosił przyjaciela na obiad. Pojechali do centrum Paryża i zatrzymali się przed małym kościołem, w którym trwała adoracja Najświętszego Sakramentu. Villemin poprosił Frossarda, aby poczekał na niego kilka minut, ponieważ ma ważną sprawę do załatwienia. Po pewnym czasie zniecierpliwiony dziennikarz wszedł do świątyni. Stanął z tyłu i patrząc na klęczących ludzi, bezskutecznie próbował odnaleźć swojego przyjaciela. Kiedy spojrzał na główny ołtarz, jego uwagę przykuła monstrancja z Najświętszym Sakramentem. Nie wiedział, co to jest. Nagle, w sposób niewytłumaczalny i całkowicie niezależny od niego, odczuł, że w jego wnętrze wnika jakaś tajemnicza moc, która uwalnia go od duchowej ślepoty spowodowanej ateizmem i umożliwia mu doświadczenie istnienia innego świata, bardziej rzeczywistego aniżeli ten, w którym żył. Potem napisał: „wszedłem do kaplicy jako ateista, a w kilka minut później wyszedłem z niej jako chrześcijanin – i byłem świadkiem swojego własnego nawrócenia, pełen zdumienia, które ciągle trwa… Jeszcze dziś widzę tego dwudziestoletniego chłopca, którym wtedy byłem. Nie zapomniałem jego osłupienia, kiedy nagle wyłaniał się przed nim z głębi tej skromnej kaplicy świat, inny świat – o blasku nie do zniesienia, o szalonej spoistości, którego światło objawiało i jednocześnie zakrywało obecność Boga, tego samego Boga, o którym jeszcze przed chwilą przysięgałby, że istnieje tylko w ludzkiej wyobraźni. Jednocześnie spływała na niego fala słodyczy zmieszanej z radością – o mocy, która może skruszyć serce i której wspomnienie nigdy nie zaniknie. Odwrócił się definitywnie porządek rzeczy. Od tej chwili, mógłbym powiedzieć, że dla mnie tylko Bóg istnieje, a wszystko inne jest jedynie hipotezą…”

Ile razy wchodzimy do naszych kościołów, wkraczamy do tego wyjątkowego świata, który jest bardziej rzeczywisty, bardziej prawdziwy i bardziej świetlisty niż ten, w którym żyjemy. Jest to też świat tajemniczy, bo Bóg jest tajemnicą. I wobec mocy Pana, wobec Jego miłości i „słodyczy zmieszanej z radością”, której nam czasem jak Frossardowi udaje się doświadczyć, wpadamy w zdumienie i upadamy na kolana. Wobec Jezusa Chrystusa, który jest Bogiem żywym i pozostał z nami w Najświętszym Sakramencie, koniecznie potrzeba tej ciszy pełnej zachwytu i najwyższego hołdu uwielbienia.

W wielkich bazylikach i sanktuariach, dokąd pielgrzymują co roku miliony wiernych, bardzo często pojawiają się komunikaty z prośbą o zachowanie ciszy. Dla niektórych jest to wymaganie zupełnie niezrozumiałe. Ale świadectwo i przynaglenie innych pozwala im stopniowo zanurzyć się w klimat milczenia, który jest niezbędny do obcowania z tajemnicą Boga.

Niedawno w liturgii Bożego Narodzenia przypomnieliśmy sobie tekst z księgi Mądrości: "Gdy głęboka cisza zalegała wszystko, a noc w swoim biegu dosięgała połowy, wszechmocne Twe słowo z nieba, z królewskiej stolicy, jak miecz ostry niosąc Twój nieodwołalny rozkaz, jak srogi wojownik runęło pośrodku zatraconej ziemi." (Mdr 18,14-15). Komentując te słowa, można za św. Janem od Krzyża powiedzieć, że pierwszym językiem Boga jest cisza. Jeśli zabijamy ciszę, dokonujemy zamachu na samego Boga. Gdy prorok Eliasz na górze Horeb był świadkiem gwałtownej wichury, potem trzęsienia ziemi, a następnie błysków ognia, nie rozpoznał w nich głosu Pana. Usłyszał Go w szmerze łagodnego powiewu (por. 1 Krl 19,11-13). Bóg przemawia w ciszy i to jest uprzywilejowane środowisko doświadczania Jego mocy i obecności. „Głośniej niźli w rozmowach Bóg przemawia w ciszy. I kto w sercu ucichnie, zaraz go usłyszy  pisał Adam Mickiewicz. „Bóg kocha ciszę (…) nie odnajdziemy Go w hałasie i zamieszaniu” – mówiła Matka Teresa z Kalkuty. Takich świadectw i zachęt można cytować wiele. Istnieje jakaś wielka wspólna zgoda ze strony Pana Boga i człowieka co do tego, że cisza jest niezbędna w kontaktach Stwórcy ze swoim stworzeniem.

Pełna czci i zachwytu cisza jest szczególnie potrzebna, gdy adorujemy wielką tajemnicę naszej wiary obecnego w Eucharystii Jezusa Chrystusa. To jakby przedsionek wchodzenia w relację z Panem, który ukrywa się pod postaciami chleba i wina. Milczenie przed Jezusem to zaproszenie, aby się nam objawiał i wsączał w serca miłość, która wszystkiemu nadaje zupełnie nowy sens.

Warto się zatroszczyć o oswojenie ciszy w naszej codzienności, zanim jeszcze wejdziemy do kościoła. Warto częściej wyłączać radio czy telewizor, wyciszyć telefon komórkowy, a domowników poprosić o uszanowanie tej naszej oazy milczenia. Dobrze wziąć do ręki wartościową lekturę. Niech nie tyle zaspokaja ona chęć dotarcia do sensacji, ile zmusza do głębszej refleksji i zadumy. Wiele osób dba o kontakt ze światem przyrody, który w naturalny i zdrowy sposób wprowadza w łagodne, choć intensywne doświadczenie ciszy. Jak muzyka jest harmonijnym połączeniem dźwięku i ciszy, tak nasze życie, aby nie było tylko jakimś szalonym biegiem, wymaga milczenia i zadumy.

Bardzo mocno strzeżmy modlitewnej ciszy w naszych świątyniach. Gdy dochodzimy do placu kościelnego, niech przycichną rozmowy, niech bardziej spokojny stanie się nasz krok, a wraz z otrzepywanym na wycieraczce pyłem, na zewnątrz pozostaną wszystkie niepotrzebne słowa. Przybywajmy wcześniej, aby powoli i spokojnie nasączała nas modlitewna atmosfera, którą promieniują mury uświęcone obecnością Pana. Niech stanie się czymś oczywistym, że w kościele głównym, a nawet jedynym Rozmówcą jest mój Bóg. I tak się z Nim porozumiewam, właśnie w ciszy, aby i innym tego spotkania nie utrudniać. Jeśli ktoś tego nie rozumie, niekoniecznie trzeba się zaraz odwoływać do zgorszonego spojrzenia i głośnego „pst…”. Może lepiej delikatnie poprosić: „Przepraszam, ale nie słyszę Pana Boga. Czy mogę liczyć na pomoc w modlitwie…”? Zresztą są takie sytuacje, gdy słowo nie psuje ciszy, ale nadaje jej nowy wymiar – tak jest czasem ze spontanicznymi reakcjami dzieci, które są przecież pełnoprawnymi, może nawet uprzywilejowanymi, uczestnikami spotkania z Jezusem w kościele.

To prawda, że cisza w świątyni wszystkiego nie załatwia, tak jak sama obecność wody nie sprawia, że każdy potrafi od razu pływać. Ale też, jak nie można pływać teoretycznie, czyli bez wody, tak nie można wchodzić w głęboką relację z Jezusem w Eucharystii bez milczenia. Dlatego niezbędne są chwile ciszy w liturgii Mszy Świętej, konieczne jest milczenie na adoracji i tak oczywiste przypomnienie: „Zachowaj ciszę - Pan blisko jest”.

Gdy młody André Frossard wszedł do paryskiego kościoła, właśnie zanurzenie w ciszę adoracji pozwoliło Panu Bogu objawić Mu swoje istnienie i dało możliwość zakosztowania „słodyczy zmieszanej z radością”, której wspomnienie nigdy nie zanikło, lecz zmieniło życie pisarza, a przez jego świadectwo wpłynęło zdecydowanie na życie wielu innych osób. Ta historia wciąż się powtarza, gdy w ciszy zbliżamy się do Jezusa. On nadal najchętniej w milczeniu przemawia do każdego z nas. „Wtedy życie się upraszcza,
wiara się odmładza, ziemia się przybliża, niebo się otwiera, Bóg się uśmiecha, człowiek wraca inny…”